
Studiowałaś w Łódzkiej Szkole Filmowej, swoją karierę rozwijałaś w Amsterdamie. Jak te dwa miasta ukształtowały Twoją wrażliwość?
Wyjechałam z Łodzi bardzo wcześnie, zaraz po ukończeniu liceum, więc to miasto wpłynęło na mnie tak, jak kształtują nas miejsca, z których się wywodzimy. Od najmłodszych lat moi rodzice wspierali moją kreatywność i ekspresję – myślę, że to stało się fundamentem dla wszystkiego, co wydarzyło się później. Amsterdam to zupełnie inny rozdział. To tam dojrzałam i uwierzyłam, że fotografia może stać się moją ścieżką. To miejsce dało mi poczucie wolności i niezależności – poczułam, że to naprawdę może się udać. W pewien sposób Łódź mnie uwrażliwiła, a Amsterdam wskazał kierunek.
Jak zrodził się pomysł na książkę?
Koncept ma swoje źródło w moim dzieciństwie i rysunkach mojej mamy. Szkicowała dla mnie postaci w różnych stylizacjach, które mogłam kolorować – ten element interakcji z obrazem był dla mnie zawsze kluczowy, nigdy nie były to gotowe ilustracje. Pomysł chodził za mną bardzo długo, ale nie czułam się gotowa, by go zrealizować. Miałam wątpliwości, potrzebowałam czasu, by dojrzał – we mnie i kreatywnie.
Sześć lat temu zaczęłam myśleć o nim poważniej. Najpierw jako o edytorialu, ale szybko zrozumiałam, że ten projekt nie zmieści się w ramach magazynu. To, co ostatecznie pchnęło mnie do działania, to nieodparty impuls – uczucie, którego nie mogłam zignorować. Potrzeba powołania go do życia stała się silniejsza niż jakiekolwiek ograniczenia: produkcyjne, budżetowe czy logistyczne. Kiedy zaczęłam nad nim pracować, jego skala szybko przerosła moje pierwotne wyobrażenia.
Każde zdjęcie w książce powstało specjalnie na potrzeby tej publikacji – to było największe wyzwanie, ale i największa satysfakcja. Proces był czasochłonny: od zdefiniowania konceptu, przez zaproszenie do współpracy talentów z branży, po produkcję sesji i osobiste zaangażowanie na każdym etapie postprodukcji. Zdjęcia realizowane były analogowo, co wiązało się z ręcznym wykonywaniem odbitek w Warszawie, ich skanowaniem i retuszem. To był bardzo osobisty proces, który w moim odczuciu zdefiniował ten projekt. „Fashion Flip Book” nie jest tylko książką czy fizycznym artefaktem, to doświadczenie, które wymagało ludzi, zaufania i dania sobie samej przyzwolenia na podjęcie ryzyka. Zrobiłam to na podstawie przeczucia, że nie mam wyboru – po prostu muszę podjąć się tego zadania.
W świecie, w którym przyswajamy obrazy głównie w przestrzeni cyfrowej, czy nadanie projektowi namacalnej formy miało dla Ciebie szczególne znaczenie?
Żyjemy w świecie, którego tempo sprawia, że konsumowanie obrazów trwa zaledwie krótką chwilę. Scrollujemy, przechodzimy dalej, nie zatrzymujemy się. Poprzez ten projekt chciałam znaleźć format, który będzie zaproszeniem do tego, by zwolnić – stworzyć coś, czego trzeba dotknąć, co trzeba potrzymać w dłoniach i z czym wejdzie się w interakcję. Możliwość przekładania poszczególnych fragmentów angażuje odbiorcę, zachęca go do spędzenia z książką więcej czasu i do uważniejszego spojrzenia.
Realizacja projektu w technice analogowej oraz ręczne wykonanie wydruków również były kluczowymi założeniami – chciałam, aby cały proces był świadomy i osadzony „tu i teraz”, ściśle powiązany z końcowym rezultatem. Jednocześnie w całym przedsięwzięciu jest coś bardzo intuicyjnego. Zawsze, kiedy mam przeczucie, że muszę coś zrealizować, kształt projektu wyłania się naturalnie. Tak było i tym razem. Poczułam, że to jest ten moment i że projekt musi przyjąć formę albumu – czegoś, co skłoni do zatrzymania się i poświęcenia zdjęciom należytej uwagi.

Książka porusza temat tożsamości i ewoluującej roli modelek. Sfotografowałaś ikony takie jak Helena Christensen, Anja Rubik czy Milla Jovovich. W jaki sposób chciałaś je przedstawić?
Możliwość przerzucania fragmentów stron to kluczowy element projektu, który daje odbiorcom ostatnie słowo – pozwala im na skomponowanie autorskiej wersji obrazu i tożsamości, w zależności od tego, jak połączą poszczególne części zdjęć. Mimo tej wymienności, każda z bohaterek ma w albumie swoją własną przestrzeń. Zależało mi na stworzeniu edytoriali, które będą bardzo osobiste i ponadczasowe – skupionych nie tyle na modzie, co na obecności i osobowości.
Te kobiety to absolutne ikony i chciałam to podkreślić, ale w sposób surowy i oszczędny. Moim celem było stworzenie kadrów szczerych i niewymuszonych, które pozwolą wyjść na pierwszy plan indywidualizmowi każdej z nich. To, co było dla mnie ważne, to by te portrety przetrwały próbę czasu – by wywoływały emocje, które zostaną na dłużej i pozostaną uniwersalne, niezależnie od zmieniających się trendów w branży.
To bardzo namacalne poprzez interaktywny, angażujący charakter projektu. Czy ten element dystansu i swobody jest dla Ciebie ważny w fotografii?
Korzenie tego projektu sięgają mojego dzieciństwa – pierwszych ilustracji czy kontaktu z obrazem. Cieszę się, że jest on tak odbierany, taki był mój cel. Ale kryje się tutaj jeszcze jedna warstwa. W otaczającej nas rzeczywistości wszystko jest natychmiastowo oceniane. Od momentu pokazania swojej pracy, staje się ona przedmiotem opinii, krytyki, interpretacji. Nie chodzi tu tylko o moją rolę jako fotografki, ale także o wkład innych współtwórców czy wizerunek samych modelek. Chciałam nieco zmienić tę dynamikę. Oddając inicjatywę w ręce odbiorców, przekazuję im także element kontroli. To akt współautorstwa.
Co w Twoim odczuciu definiuje dobre zdjęcie?
To trudne pytanie. Wierzę, że dobre zdjęcie to takie, które potrafi sprawić, że się zatrzymasz – choćby na sekundę. Oferuje Ci coś, co niespodziewanie zostaje z Tobą na dłużej, nawet jeśli nie od razu wiesz, dlaczego. Zanim stanie się świadomą myślą, jest uczuciem. Wcale nie musi być idealne, brak perfekcji jest według mnie zdecydowanie bardziej interesujący. Czasem jego siła leży w detalu, ruchu lub niekontrolowanej chwili obecności, która sprawia, że obraz ożywa.
Innym ważnym aspektem jest szczerość – to, czy zdjęcie jest prawdziwe, nawet jeśli zostało starannie wystudiowane. Intuicyjnie odróżniamy to, co autentyczne, od tego, co powierzchowne. Najbardziej przekonujące obrazy to te, które pozostawiają przestrzeń. Nie muszą niczego tłumaczyć – pozwalają do siebie powracać i za każdym razem odkrywać w nich coś nowego.
W jednym z ostatnich wywiadów powiedziałaś, że cały czas czujesz się na początku swojej drogi. Jak postrzegasz rozwój zawodowy i czy jest on związany z tym osobistym?
Dla mnie są one nierozłączne. Szczególnie w branży kreatywnej, gdzie to, czego doświadczasz w życiu prywatnym, bezpośrednio przekłada się na Twoją pracę – sposób patrzenia, reakcje, na to, co Cię przyciąga i co jesteś w stanie wyrazić. Wszystkie te elementy ewoluują razem. Cały czas czuję się na początku drogi, ponieważ nieustannie poznaję samą siebie, co znajduje odbicie w mojej fotografii. Bardzo lubię to uczucie. Pozwala mi pielęgnować ciekawość, otwartość i wywołuje dobrze rozumiany dyskomfort.
Ze względu na projekty i wydarzenia towarzyszące premierze książki, nieustannie jesteś w drodze. Czy masz miejsce, w którym czujesz się jak w domu?
Czuję, że mam tak naprawdę dwa domy. Jednym jest Łódź – mój dom rodzinny, moi bliscy, poczucie osadzenia, coś bardzo osobistego i emocjonalnego. Drugi to Nowy Jork, gdzie mam swoje mieszkanie i bazę zawodową. Dzielę swój czas między nie po równo i każde z tych miast jest w pewien sposób „moje”. To w nich rozwijam się kreatywnie i to w nich moja fotografia w naturalny sposób ewoluuje. Nie umiałabym między nimi wybrać, bo każde reprezentuje inną część mnie. W pewien sposób czuję, że funkcjonuję gdzieś w przestrzeni pomiędzy.
Jak czujesz – co przed Tobą?
Jeszcze do niedawna miałam wrażenie, że wszystko jest idealnie zaplanowane. Miesiące poprzedzające paryską premierę książki były poukładane – każdy etap projektu, każde wydarzenie, wszystko miało swoje miejsce. Oczywiście mam już potwierdzone sesje i kolejny pomysł na własny projekt, ale pierwszy raz od dłuższego czasu stoję przed pustą kartką. To ekscytujące. Nie potrafię nawet przypomnieć sobie, co czułam, zanim zaczęłam pracować nad albumem. Teraz stworzyła się nowa przestrzeń i jestem ciekawa, czym się wypełni oraz w którą stronę mnie poprowadzi.
Podobne artykuły

- Art
- Trend
- News
JESIEŃ I ZIMA W MUZEACH: 5 WYSTAW, KTÓRE MUSISZ ZOBACZYĆ

- Trend
- Polska
Reading Get-Together w PURO

- Art
- Trend
- News