Jest trochę za późno na kawę i zdecydowanie za wcześnie, żeby wracać do domu. Jeszcze niedawno pora dnia dość wyraźnie podpowiadała, dokąd pójść i co zamówić. Kawa należała do dnia, koktajl do nocy. Dziś te granice coraz łatwiej się zacierają. Kawiarnie zostają otwarte dłużej, herbaciarnie zapraszają DJ-ów, bary rozwijają karty bezalkoholowe, a dobry wieczór coraz trudniej zamknąć w jednej kategorii.



Wieczór bez jednej definicji
Przez lata „wyjście na drinka” było wygodnym społecznym skrótem. Mogło oznaczać randkę, rozmowę po pracy, kilka godzin ze znajomymi albo początek dłuższego wieczoru. Nie chodziło więc wyłącznie o to, co znajdowało się w kieliszku. Drink określał również pewien rodzaj spotkania.
Dziś ten skrót traci swoją oczywistość. Alkohol nadal może być częścią wieczoru, ale coraz rzadziej jest jego domyślnym punktem. Szczególnie wśród młodszych pokoleń podejście staje się bardziej elastyczne. Można sięgnąć po koktajl jednego dnia, następnego wybrać coś bez procentów i nie nadawać żadnej z tych decyzji większego znaczenia.
Nie oznacza to wcale rezygnacji z życia towarzyskiego, a raczej poszerzenie jego formuły. Nadal chcemy zostać do późna na koncercie, przeciągnąć kolację albo spędzić kilka godzin przy jednym stoliku. Zmienia się natomiast to, co nadaje wieczorowi tempo. Większą rolę przejmują muzyka, jedzenie, wnętrze i towarzystwo, a mniejszą sama zawartość kieliszka.
I właśnie dlatego ciekawe rzeczy zaczynają dziać się także po drugiej stronie baru...


Smak bez kategorii zastępczej
Jeszcze kilka lat temu bezalkoholowa część wielu kart bywała dość zachowawcza. Dziś to coraz częściej osobna część menu, nad którą pracuje się z podobną uwagą jak nad klasycznymi koktajlami.
Pojawiają się kombuche, cold brew, herbaty speciality, napary, fermentowane lemoniady i autorskie kompozycje na bazie ziół, owoców, przypraw czy toników. Mogą być kwaśne, gorzkie, ziołowe, wytrawne albo zaskakująco złożone. Znaczenie ma nie tylko smak, ale również temperatura, aromat, tekstura i sposób podania.
Napój bez alkoholu coraz rzadziej próbuje więc naśladować coś, czym nie jest. Zyskuje własny charakter. Można dobrać go do jedzenia, zamówić przy barze albo wybrać po prostu dlatego, że połączenie składników brzmi interesująco.
Dobrych przykładów nie trzeba szukać daleko. W warszawskiej Lorecie Paganini łączy bezalkoholowy aperitif z grejpfrutem, wiśnią, pieprzem i kombuchą, a Paradise stawia na bardziej egzotyczne zestawienie marakui, tonki i ginger beer. W łódzkim Spirit Barze karta 0% sięga po bardziej złożone i nieoczywiste połączenia: czarną porzeczkę z czekoladą i trawą cytrynową, falernum z solą czy pomidora z zalewą z kaparów. W poznańskim Nifty wachlarz jest równie szeroki – od tarniny i cytryny, przez bazylię i miętę z winem musującym 0%, po kwiatowe i botaniczne nuty róży, pomarańczy czy toniku. Coraz częściej wybór zaczyna się więc nie od pytania „z alkoholem czy bez?”, ale od tego, na co mamy akurat ochotę.
To ciekawy sygnał zmiany. Bezalkoholowa karta nie jest już marginesem menu. Zmienia się sposób, w jaki gastronomia myśli o smaku bez procentów – jako o pełnoprawnym doświadczeniu, a nie osobnej kategorii dla określonej grupy gości.

Miasto potrzebuje miejsc pomiędzy
Zmiana jest widoczna nie tylko w barach. Coraz więcej miejsc wymyka się prostym kategoriom „na kawę”, „na kolację” czy „na drinka”.
Kawiarnia wieczorem może przyciemnić światło, zmienić playlistę i zacząć żyć zupełnie innym rytmem niż rano. Herbaciarnia może zaprosić DJ-a albo zorganizować odsłuch. Restauracja po ostatnich zamówieniach wcale nie musi od razu pustoszeć. Miejsce zmienia charakter wraz z porą dnia, a wraz z nim zmienia się sposób, w jaki z niego korzystamy.
W efekcie wieczorne życie miasta coraz mniej skupia się wyłącznie wokół barów i klubów. Można przyjść dla jedzenia, zostać dla muzyki, spotkać się przy herbacie albo pozwolić, by kolacja naturalnie przeciągnęła się do późnego wieczoru.
Nie potrzebujemy przy tym kolejnej kategorii lokalu. Być może bardziej potrzebne są miejsca wystarczająco elastyczne, żeby pomieścić różne sposoby spędzania czasu. Takie, które nie wymagają, żeby już przy wejściu wiedzieć, czy przyszliśmy na kawę, kolację czy drinka.


Hotel, który staje się częścią miasta
Do tej kategorii coraz częściej dołączają również hotele. Nie jako miejsce, do którego wraca się dopiero wtedy, gdy wieczór gdzieś indziej dobiegł końca, ale jako jeden z jego możliwych adresów.
W PURO restauracje, bary i wspólne przestrzenie nie funkcjonują tylko jako miejsca dla gości hotelowych. Korzystają z nich zarówno osoby zatrzymujące się na weekend, jak i mieszkańcy, którzy wpadają na kolację, drinka, spotkanie ze znajomymi czy wieczorne wydarzenie. To sprawia, że podział na „gości hotelowych” i „gości z miasta” przestaje mieć znaczenie.
Ta idea w każdym mieście układa się trochę inaczej. W Krakowie MAK łączy piekarnię, kawiarnię i wine bar: rano przyciąga kawą speciality i wypiekami, wieczorem naturalnymi winami. Wrocławski HINT działa od śniadania do późnego wieczora, a oranżeria i sezonowy ogród sprawiają, że równie dobrze odnajduje się w rytmie leniwego dnia, jak i dłuższego wieczoru. W Poznaniu Nifty łączy restaurację, kawiarnię i bar, a wieczorem nabiera bardziej swobodnego, muzycznego charakteru. Warszawska Loreta w soboty przechodzi w tryb nocny z DJ setami, łódzki Spirit Bar otwiera się na widok Pałacu Poznańskich i Manufaktury, a gdański INK Bar przyciąga widokiem na rzekę, muzyką i autorskimi koktajlami.
PURO staje się dzięki temu współczesnym miejskim salonem. Miejscem otwartym na różne pory dnia, różne potrzeby i różne sposoby spędzania czasu. Karty alkoholowe i bezalkoholowe, muzyka, światło czy wnętrze nie są osobnymi dodatkami, lecz składają się na doświadczenie, dla którego chce się wracać także bez walizki.
Nowa kultura wychodzenia nie polega więc na zastępowaniu jednych zwyczajów drugimi. Raczej na tym, że jeden model wieczoru przestaje być oczywisty. Miasto nadal daje mnóstwo powodów, żeby zostać trochę dłużej. Tyle że coraz rzadziej podpowiada, co dokładnie powinno wtedy stać na stole.
Podobne artykuły

- Art
- Trend
- News
JESIEŃ I ZIMA W MUZEACH: 5 WYSTAW, KTÓRE MUSISZ ZOBACZYĆ

- Art
- Trend
- News
PURO ART GUIDE: WARSZAWA

- Art
- People
- News
- Polska